Uświadamiałam sobie czasem, że powinnam się odchudzać: ważyłam stanowczo za dużo. Próbowałam wiele razy, jednak zanim na dobre zaczęłam, rezygnowałam. To nie dlatego, że mało ćwiczyłam, bo sport to moje drugie ja. Nie wyobrażam sobie dnia bez ćwiczeń. 2 razy w tygodniu treningi siatkówki, piłka nożna, bieganie... Jednak mam słabość do jedzenia, zwłaszcza słodyczy. Kocham piec ciasta, ciasteczka, a jeszcze bardziej uwielbiam je jeść. Kiedy któregoś dnia stanęłam na wadze, byłam w szoku, że doprowadziłam się do takiego stanu. Po tym wstrząsie zaczęłam odchudzać się na serio, właściwie nie do końca. Szukałam w internecie diet cud-KOPENHASKA, NORWESKA, kiedy zaczęłam je stosować po tygodniu mdlałam a kilogramy znów wracały.
Dziś jem więcej białka, mniej węglowodanów i żadnych słodyczy. Wyznaczam sobie cele, do których chcę dojść i staram się ten plan realizować. W dodatku poznałam cudownego chłopaka, zakochałam się i On jest dla mnie największą motywacją do działania, a nie stania w miejscu.
Obecnie planuję wciągnąć w odchudzanie moją mamę, która po porodzie przestała czuć się atrakcyjna i tak jest do dziś. Mam nadzieję, że wrzesień będzie bardziej owocny, szkoła-czyli mniej myślenia o jedzeniu!
Krótko o mnie, mam nadzieję, że Was nie zanudziłam i postaram się pisać bardziej "ogarnięte" posty i o czymś ciekawszym. Po prostu chciałam się Wami podzielić swoją krótką przygodą z odchudzaniem.
